Archiwum kategorii ‘Recenzje’

Deathwath – recenzja na kolanie pisana

lipiec 19, 2008

Od mojego ostatniego seansu filmowego minęły 3 lata, trzy długie lata świadomości że idąc do kina nie mam szansy obejrzenia niczego wartościowego. Jedyną szansą pozostało poszukiwanie w jakimś magazynie wyższego poziomu niż brukowiec i udanie się z listą filmów do wypożyczalni. Poniższa pozycja pojawiła się podczas czytania Nowej Fantastyki gdy to mogłem poczytać recenzje z innego, niemniej ludzkiego punktu widzenia recenzje pewnego filmu.

Film pochodzi z 2002 roku więc ma swoje lata ale nie wiedzieć czemu dowiaduję się o nim dopiero niedawno. Czym zatem jest przysłowiowa dolina cieni?

Zacznę inaczej – oto mamy rok 1917, pierwsza wojna światowa i starcie Brytyjczyków z Niemcami (Jerries). Głównym bohaterem jest szeregowiec Shakespeare który aby zaciągnąć się do wojska podwyższa swój wiek. Akcja zaczyna się właściwie po pięciu minutach gdy to bohaterowie docierają do jednego wielkiego okopu tworzącego jeden wielki okrąg co przeczy to tradycyjnej metodzie robienia okopów. Ma to uświadomić chyba o nieuchronności nie tyle tego co nadejdzie a tego jak można rządzić własnym losem.
Akcja właściwa miała polegać na tym że grypa brytyjskich żołnierzy (grupa „Y”) miała zabezpieczyć okopy przed Niemcami. Wrogami których nie było bo jak się okazuje wrogiem był własny kumpel z oddziału niezależnie od stopnia.
Pisanie recenzji takiego filmu jest trudne bo mimo iż film jest wojenny strzelania tu niewiele a jak już to do swoich. Mimo tego kiedy i gdzie się rozgrywa akcja film kładzie naciska na psychiczny aspekt wojny. Nie mówi o jej bezsensowności ale o tym co potrafi zrobić z człowiekiem gdy ten w akcie rozpaczy i szukania Boga zmienia się w coś co można nazwać personą bez resztek humanizmu.
Film co prawda posiada efekty specjalne ale pomijając jedną zbędną scenę można chyba powiedzieć że chyba ich jednak nie ma. Ot, taki paradoks. Zamiast nich reżyser tak manipuluje obrazem że potrafi wywoływać w widzu choć mały impuls do przemyśleń.

Lubię filmy wojenne jak i psychologiczne zajmujące się zagadnieniem psychiki ludzkiej. Tymczasem w tym filmie wojny znanej z innych filmów … nie ma. Nie ma żadnej walki, prowizoryczna obrona przed niczym (aby zapobiec spoilerom nie podam nazwy, powiem tyle że jest symboliczna). się nie liczy. Polecam każdemu kto lubi oglądać kino jedyne w swoim rodzaju.

LEGEND: HAND OF GOD – krutka recka o jeśdzie na maksa

maj 6, 2008

A więc obiecałem Wam recenzję Legend: Hand of God jednak jak wcześniej wspomniałem krótką. A więc jazda z tym koksem!

Zastanawiające jest dlaczego recenzenci tak mocno biją w ten tytuł? Że mało zmian w stosunku do innych tytułów? Ale w tym gatunku nie można wprowadzić żadnych rewolucji! Tytuł ten odróżnia się od innych jemu podobnych na tyle że gramy w to samo, nie ma tego wrażenia „że to już było”. No dobra, wiec czym się najmocniej wyróżnia ten tytuł? Walką gdzie w starciu z większością przeciwników nie ma sytuacji w której nie trafiasz przeciwnika stojącego jak kołek. Przeciwnik robi unik i cios umyka. Proste a jakie fajne! Kolejnym pomysłem jest kursor a raczej postać elfki która towarzyszy naszej postaci od urodzenia. Ta zawsze ostrzega Nas o tym czy zbyt mocno krwawimy czy wypadło coś ciekawego lub po prostu zagada gracza. Wnerwi jednak to że po raz dwudziesty powtarza swoją jakże zabawną kwestię.

FABUŁA

Erm, że co??

A no niby jest ale jest ujmująco głęboka jak rów pod plecami. Siły Zua zaatakowały jakąś krainę i tylko wybraniec który odnajdzie Ważny Przedmiot może ich powstrzymać. A kto się zresztą przejmuje fabułą w H’n’s? To jeden z minusów który recenzenci biorą na siłę, no ale żadnego gracza nie obchodzi jak wygląda fabuła podczas większej sieki.

WALETY

Co urzeka w grze? Klimat na który składa się wiele czynników począwszy od systemu walki, grafiki (no sprzętu wymaga niezłego, Crysis już chyba ma mniejsze) po tak małe szczegóły jak zasady rządzące światem czy detale na zbrojach i broni (nawet zostaje krew na nich). Grywalność jest wysoka chyba że właśnie ukończyłeś Lokiego i po tych 250h masz wszystkiego dość, to lepiej odczekaj i zagraj kiedy tego naprawdę potrzebujesz.

ZADY

Wymagania sprzętowe jak już wspomniałem, po dotarciu do pierwszego miasta uświadamiasz sobie że nie masz co robić z kasą. Brzmi znajomo co nie (jak w Sacred)? No i doszedłem do walki ze smokiem który wg poradnika jest łatwy do pokonania bo mało mobilny. Bullshit! Obraca i porusza się szybciej niż nasz bohater! Dla przypomnienia – spotykamy go po zdobyciu 20lvl i nie jest bynajmniej bossem na koniec aktu:/ A i zapomniałem o tym iż jeśli nie będziesz co jakiś czas powracał do starych miejscówek na grindowanie to po jakimś czasie nie będziesz mógł dawać sobie rady ze spotykanymi przeciwnikami.

OCENA KOŃCOWA:

9/10

Jeśli zamierzasz grać w grę jak najwięcej możesz odjąć dwa punkty bo w większej dawce potrafi zanudzić.

BTW. Powiem szczerze że zignorowałem tu brak multi gdyż 1) rozwaliłoby to tryb single 2) od czego są MMORPG-i? No chyba że tak jak ja szukacie gry F2P która nie ma mangowej otoczki, to prócz (na upartego) GW daje radę.