Dungeon Siege Throne of Agony [PSP] – recenzja

Kwiecień 27, 2011

Jednym z plusów posiadania PSP jest możliwość grania we wszelkiej maści RPGi (oraz ich japońskie wariacje) czy hack’n’slashe. Człowiek wyjmuje sobie konsolkę z torby czy plecaka (bo w kieszeni mało które takie urządzenie się mieści), poszlachtuje paru niemilców i od razu czuje się lżej na duszy.

Jednym z takich tytułów jest Dungeon Siege: Throne of Agony autorstwa SuperVillians Studios. Gra wyglądem i stylem rozgrywki, pod względem technicznym jak animacje czy praca kamery, przypomina Baldurs Gate: Dark Alliance czy Bard’s Tale. Niestety nie jestem w stanie porównać ich z innymi grami na PS2 gdyż zwyczajnie nie miałem styczności z konsolą. Kiedy pojawił się pomysł jej kupna w przyzwoitej cenie, na rynku pojawiło się PlayStation3. Bywa.

Gracz wciela się w jednego z kilku śmiałków różniących się klasami postaci. Po krótkim filmiku budzimy się na skraju lasu a nie na plaży, jak to bywało w innych grach w takich przypadkach, gdzie razem z wybranym przez siebie towarzyszem, ruszamy dalej w las. A im dalej w las tym więcej drzew (czerstwe, wiem…).

Rozgrywka przebiega w miarę bezproblemowo, tniemy i kłujemy przeciwników którzy pojawili się w naszym zasięgu. „Zasięg” to swoiste słowo – klucz, gracz nie musi przesuwać żadnego kursora na przeciwnika, postać automatycznie odwraca się twarzą do najbliższego przeciwnika. Nam pozostaje tylko wciskać X, kółko lub trójkąt (kwadrat służy do otwierania drzwi, opuszczania lokacji oraz podnoszenia przedmiotów w tzn. Loot Bag, złoto automatycznie się podnosi z tym, że w przeciwieństwie do Torchlight, trzeba po nim przejść).

Nie widać niestety różnicy pomiędzy broniami Fast i Slow Speed Attack. Animacja ataku przypomina tą z komputerowej wersji Dungeon Siege, kierujemy przy tym tylko jedną postacią co przypomina pierwsze gameplaye z Dungeon Siege 3 od Obsidian.

Menusy, w tym ekran postaci czy ekwipunku, są wykonane dobrze. To co mi się podoba w grach na PSP to upychanie funkcji pod przyciski, często jeden przycisk odpowiada za przynajmniej dwie rzeczy, niekoniecznie przy użyciu kombinacji z RB.

Po zdobyciu nowego poziomu doświadczenia dostajemy 3 punkty na rozwój cech oraz 2 punkty na rozwój umiejętności. Mam przy tym dziwne wrażenie, że gro z nich jest mało użyteczna. Wzrost o 3% średnio rozwiniętej postaci to prawie nic. Żeby rozwinąć naszego magicznego towarzysza musimy odwiedzić specjalnego trenera i podrzucić mu miedziaki przed nos.

Niestety zmiana wyposażenia, nawet tego niewidocznego na postaci, powoduje uruchomienie dysku UMD i wczytywanie danych. Dziennik zadań nie jest szczegółowy, co powoduje bieganie po każdej lokacji i testowania wszystkiego na wszystkim oraz dokładnego czytania tego, co mówią nam zleceniodawcy, przez co przeklinanie rozmowy i poleganie na dzienniku zadań czy znaczniku na mapie, może okazać się zgubne dla nas.

Należy pamiętać o tym, że w grze nie występuje automatyczny zapis (AutoSave), więc gdy się za bardzo wciągniemy i o nim zapomnimy, możemy mieć godzinę w plecy.

To co doskwiera w grze to głównie technika. Częste wczytywanie, przy przechodzeniu miedzy obszarami podwójne!  Animacja nie jest płynna, choćby wycięcie efektu błyszczenia pokroju bloom, powinno pomóc. Zdarzają się nawet zawieszki, które wyłączają konsolę. Gdy dobijałem Morgrimem do 10lvl takie przypadki zdarzyły mi się 2 razy. Nie mówi to dobrze o samej grze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: